Najgorsze uczucie dla fotografa
Wiecie jakie jest najgorszy uczucie dla fotografa krajobrazu? Wyobraź sobie że mass w końcu czas i siłę iść na zdjęcia. Niebo wygląda całkiem obiecująco i rodzi się nadzieja na ciekawe kadry. Masz już upatrzone miejsce, które dobrze znasz. Jesteś tam, projektujesz swój kadr. Jednak im bliżej złotej godziny, tym mniej ciekawie się to zapowiada. Denerwujesz się strasznie, bo zachmurzenie robi się zbyt gęste lub chmury zanikają. Chowasz aparat do plecaka, składasz statyw i się wycofujesz. Będąc już w drodze (lub nawet pod domem) dostrzegasz piękne światło.
Widzisz, że niebo robi się coraz ciekawsze. Słońce zachodzi, jest pięknie. Twoja frustracja zaczyna osiągać szczytowy poziom. Złość na samego siebie przeradza się w gorycz. Nie zostałeś do końca...
Też to przerabiałem
Kilka razy przerabiałem ten scenariusz. Bywało również tak, że nie wychodziłem ma zdjęcia, gdyż warunki nie były jakieś szczególne. Później spacerując z psem o zachodzie słońca widziałem spektakl na niebie. Nie chciało mi się ruszyć tyłka wcześniej i znów byłem zły.
Jeśli kochasz fotografować i masz w danym momencie czas to idź na zdjęcia! Lepiej wrócić do domu bez kadrów niż czuć ogromną złość, że się nie poszło. Być może nawet w obliczu kiepskiego nieba uda Ci się znaleźć inny pomysł na urzekające zdjęcie.
Historia dwóch kadrów
Podzielę się historią dwóch kadrów. Oba powstały w momentach, gdy już zwątpiłem. Żałowałem wówczas, że nie siedzę w domu tylko jestem w głębi pół z perspektywą kilometrów do przejścia. Jednak wówczas mój upór został sowicie nagrodzony. Jednego i drugiego dnia wykonałem jedno dobre zdjęcie. Było warto.
Umówiłem się z grupą kursantów, że będziemy fotograf zachód słońca wśród pól i łąk. Niestety tuż przed umówionym spotkaniem zaczął padać deszcz. Poza tym zrobiło się bardzo pochmurnie. Nieprzyjemnie, by spacerować, a co dopiero fotografować.
Deszcz w miarę szybko ustał, lecz niebo wciąż było zakryte gęstą warstwą chmur. Dostrzegłem jednak, że bliżej horyzontu ta "ściana" zaczyna pękać. Dzięki aplikacji dowiedziałem się, że właśnie tam może być słońce tuż przed zachodem. Zostały ze mną dwie osoby.
Jako, że w wyższych partiach nieba chmury wciąż były gęste, wiedziałem że muszę użyć długiego obiektywu. Znalazłem ciekawy temat. Właściwie jeden z moich ulubionych, a więc samotne drzewo. Było dość mocno oddalone, więc w obliczu użycia 300mm mi to pasowało. Udało mi się stworzyć kadr, którego tematem było owe drzewo na tle płonącego nieba. Dzięki odległości i ogniskowej obiektywu obraz ten wyglądał bardzo ciekawie, choć w rzeczywistości niebo było brzydkie, a jego dramaturgia działa się ledwie nad horyzontem. Tego dnia zmarzłem, zmokłem i przeszedłem kilka kilometrów. Opłaciło się, ponieważ na koniec dostałem szansę na świetne zdjęcie, z którego do dziś jestem bardzo zadowolony.

Wykonanie tego zdjęcia dało mi wiele radości. Motyw samotnego drzewa jest jednym z moich ulubionych
Niespodziewany obrót akcji o zachodzie słońca
Druga historia działa się w miejscu niewiele oddalonym od poprzedniej. Wówczas z kursantem chodziliśmy po polach celem wykonania zdjęcia złocistych kłosów na tle zachodzącego słońca. Niestety niebo było kapryśne. Chmury szybko znikały. Jak na złość ciekawe obłoki były z zupełnie innej strony. Coś jednak kazało mi zostać. Widząc minę kursanta siliłem się ma tłumaczenia. Powtarzałem, że warto zostać do końca. Skoro już mamy swoje w nogach to bez sensu wracać. Nawet jakby nic się nie wydarzyło to i tak nie zmienia to sytuacji.
Czekaliśmy na zachód słońca, czując coraz większą frustrację. Około 5-7 minut przed zachodem nie wytrzymałem. Postanowiłem schować aparat i składać statyw. Podczas składania statywu odwróciłem się i... Zobaczyłem coś niesamowitego. Niesamowite niebo po przeciwnej dla zachodu stronie. Ogromna smuga różu niczym zorza polarna. Szybko rozłożyłem statyw, przypałem aparat o zrobiłem zdjęcie. Co dalej? Okazało się, że sam zachód słońca też wyglądał przyzwoicie. Szybki obrót i drugie zdjęcie. Dla mojego podopiecznego była to bardzo praktyczna lekcja.

Patrzyłem na zachodzące słońce, nie wiedząc co dzieje się za moimi plecami!

A tak finalnie wyglądał zachód słońca, choć jeszcze kilka minut temu chciałem zwiać do domu
Zawsze warto spróbować
Fotografia krajobrazowa to sztuka cierpliwości i determinacji. W chwilach zwątpienia łatwo jest się poddać – wrócić do domu z niczym, zwłaszcza gdy warunki wydają się niesprzyjające. Jednak to właśnie te momenty, gdy pozostajemy na miejscu mimo trudności, mogą przynieść najpiękniejsze efekty.
Każde wyjście z aparatem to szansa na doświadczenie czegoś niezwykłego – nie tylko wizualnie, ale i emocjonalnie. Czasem te najbardziej nieoczekiwane chwile, gdy wszystko wydaje się stracone, przynoszą największe nagrody. Warto pamiętać, że nawet jeśli wrócimy bez zdjęcia, zdobędziemy doświadczenie i chwilę oddechu od codzienności.
Więc jeśli masz czas i siły, idź na zdjęcia. Być może światło, które początkowo wydawało się nieciekawe, stworzy obraz, który zapamiętasz na zawsze. Jak się okazuje – upór i otwartość na zmiany są kluczem do sukcesu, zarówno w fotografii, jak i w życiu.




