Same kwiaty nic nie znaczą...
O tym jak fotografować kwiaty pisałem już na moim blogu. Teraz kolej na analizę konkretnego przypadku. Na warsztat wezmę zdjęcie jakich wiele w moim portfolio, lecz jakich znikomy procent w przypadku ogólnie pojętej fotografii kwiatów. Za taką w tym przypadku również uważam foteczki kwiateczków pani Ali w jej ogródeczku. Dlaczego przytaczam taki właśnie przykład? Bo większość populacji fotografuje kwiaty źle. Co ciekawe wystarczą dwie rzeczy, by zdjęcia kwiatów były magiczne...

Parametry
SONY A7RIIIa
ZEISS Batis 2/40 CF
F/8
1/200s
ISO 400
Długopole Zdrój
Kwiecień 2024
Statyw, filtr polaryzacyjny, samowyzwalacz, ujemna ekspozycja
Chcesz robić lepsze zdjęcia?

Indywidualny kurs fotografii
Perspektywa i światło - więcej nic
Co przede wszystkim różni panią Alę czy pana Wiesia od fotografa? Nie, nie jest to sprzęt. Dwie rzeczy... Perspektywa i światło. Brutalnie przykra większość zdjęć kwiatów wykonywana jest w środku dnia przy fatalnym światle. Do tego są to strzały typowo z góry. Poza niektórymi przypadkami fotografowanie kwiatów z lotu ptaka jest bez sensu.
Zatem za każdym razem, gdy macie w planach fotografować roślinność, pochylcie się pokornie i nisko przed swoim modelem. Zróbcie to o odpowiedniej godzinie, a ujrzycie cudowny blask fotografowanego obiektu. Słońce musi być nisko. Może nie musi być to złota godzina, ale na kwiat ma działać intensywne tylne światło.
Składniki tego zdjęcia, które dają mu moc
Patrząc na to zdjęcie wymienić mogę następujące elementy, które działają mocno i zostały użyte świadomie. Są to:
- Kompozycja kadru. Tutaj najprostsza z możliwych rzeczy, a więc kadrowanie wg siatki. Temat zdjęcia "rośnie wzdłuż pionowej linii, by jego główny punkt znajdował się na przecięciu linii pionowej z poziomą, a więc tzw. "mocny punkt".

Wymyślili to malarze w Starożytnej Grecji, a do dziś stosują np. fotografowie.
- Światło, które tworzy temat. Zdjęcie wykonałem z początkiem kwietnia 2024. Tego dnia słońce zachodziło tuż po godzinie 19. Ja z kolei owy kadr wykonałem na dwie godziny przed zachodem. Ognista kula była na tyle wysoko, by dotrzeć do tych kwiatów sponad drzew. Na tyle nisko, by podświetlić elementy istotne, tworząc cień w innych miejscach.
- Minimalizm to potężna broń. Ten punkt wiąże się z dwoma poprzednimi. Wszak budowa minimalistycznego kadru zawiera się w jego kompozycji. Minimalizm ten zawdzięczam również odpowiedniej pracy ze światłem. Zawsze dbam o to, by w moim kadrze znajdowało się tylko to, co jest niezbędne.
- Głębia ostrości. Ona także wynika z poprzednich punktów, ale i z uwarunkowań optycznych. Fotografowałem z bliska, a więc głębia ostrości była bardzo płytka. Celowo w rozmyciu pozostawiłem bliźniaczy kwiat. Do tego magiczne bokeh w tle. W sumie dało to bardzo lekki obraz, o marzycielskim charakterze.
ZEISS... i wszystko jasne
Zdjęcie to wykonałem jeszcze w czasach, gdy byłem w systemie Sony. Choć częściej wspominam ten czas jako pracowanie na systemie ZEISS. Choć aparaty Sony mocno frustrowały mnie kolorem RAW-ów, to trwałem jakiś czas w tym systemie ze względu na obiektywy marki ZEISS. To genialne instrumenty, które produkują cudowne obrazy, nieosiągalne dla innej optyki.
To zdjęcie wykonałem zestawem, który tworzył duet SONY A7RIIIa oraz ZEISS Batis 2/40 CF. Obiektyw ten idealnie nadaje się do fotografii zbliżeniowej dzięki temu, że ma bardzo małą minimalną odległość ogniskowania. Do tego jego imponująca ostrość przy domkniętej przysłonie. A przede wszystkim "zeissowski" look. Sam aparat również odegrał dużą rolę. Matryca jego ma rozdzielczość 42mpx. Po włączeniu cropa do APS-C zostaje 18mpx. Dzięki temu obiektyw przeszedł transformację z 40mm na 60mm przy tej samej odległości od obiektu. Ten zestaw stosowałem dość często w fotografii zbliżeniowej.




